Wczoraj dałam się namówić na pozostawienie roweru, bo zimno, bo ma śnieg padać. I co? I zimno było, śnieg nie padał, a ja zmarzłam czekając na tramwaj, potem w tramwaju prawie się ugotowałam i mimo, że wyszłam wcześniej, to ledwo zdążyłam do pracy, a z pracy wracałam i wracałam.
Jak już dotarłam do domu, to postanowiłam nigdy więcej nie słuchać "dobrych" rad. Powyjmowałam więc ciepłe czapki, rajstopy, rękawiczki. Rano się opatuliłam i jazda :)))
I dzisiaj cała szczęśliwa (endorfin-ki pracują) dotarłam na moich ukochanych dwóch kółkach do pracy w dodatku 10 minut przed czasem (wiem, miałam szczęście na światłach).
Tak więc nie straszny mi mrozik, nigdy więcej tak szybko się nie dam wmanewrować w jazdę komunikacją miejską w Poznaniu.

