wtorek, 26 listopada 2013

jak dobrze rozpocząć dzień

Wczoraj dałam się namówić na pozostawienie roweru, bo zimno, bo ma śnieg padać. I co? I zimno było, śnieg nie padał, a ja zmarzłam czekając na tramwaj, potem w tramwaju prawie się ugotowałam i mimo, że wyszłam wcześniej, to ledwo zdążyłam do pracy, a z pracy wracałam i wracałam. 
Jak już dotarłam do domu, to postanowiłam nigdy więcej nie słuchać "dobrych" rad. Powyjmowałam więc ciepłe czapki, rajstopy, rękawiczki. Rano się opatuliłam i jazda :))) 
I dzisiaj cała szczęśliwa (endorfin-ki pracują) dotarłam na moich ukochanych dwóch kółkach do pracy w dodatku 10 minut przed czasem (wiem, miałam szczęście na światłach).  
Tak więc nie straszny mi mrozik, nigdy więcej tak szybko się nie dam wmanewrować w jazdę komunikacją miejską w Poznaniu. 
 

poniedziałek, 25 listopada 2013

zmiana planów

Witajcie po weekendzie, po którym powinnam wrzucić zdjęcia z wyprawy rowerowej nad jezioro, ale taka wyprawa się nie odbyła. Odbyła się za to wyprawa do okulisty. Uchu najwyższa pora była. Jeziora tak więc nie było, ale trasa do okulisty wiodła obok jednego z najpiękniejszych parków w Poznaniu - Park Sołacki
i w drodze powrotnej 

w drodze powrotnej zaczęło się ściemniać więc założyłam na siebie odblaskową kamizelkę (oczywiście przednia i tylna lampka włączona)

p.s. pamiętajcie by w jesienne szarugi być widocznym!!
p.s.2 mam nadzieję, że wyprawa nad jezioro odbędzie się w następną sobotę. 

wtorek, 19 listopada 2013

weekendowo

Nie wiem i chyba nie tylko ja mam tak, że ledwo przyjdzie piątek, jeszcze dobrze nie odeśpię tydzień, jeszcze nie nacieszę się weekendem, to nie wiedzieć jakim trafem jest już wtorek. 
Kocham weekendowe lenistwa, soboty po odrobieniu zaległych prac domowych, w końcu można wybrać się z kimś na spacer i oczywiście psię Mopsię zabrać na spacer. 


w niedzielę miałam pojechać tylko do marketu po listę do komputera, maskę do włosów i na chwilę do brata, ale jakoś tak wyszło, że trasa mi się trochę wydłużyła i przejechałam do lasu i nad jezioro Rusałka (w Poznaniu) kusiło mnie by ruszyć jeszcze dalej do Strzeszynka, ale jednak odpuściłam bo jednak nie byłam ubrana do dłuższej jazdy.
I jak co roku magiczny listopad czaruje. Może i dni zrobiły się krótkie, zrobiło się zimno. Ale przyroda nadal zachwyca i wygląda jakby bawił się nią szalony artysta. Pomazał kolorem, rozsypał liści, przyciemnił, a czasem rozjaśnił. 





p.s. już wiem, że w sobotę będzie dłuższa jazda