Mimo śniegu, mimo zimna, a może korzystając z ostatnich okazji jazdy po śniegu. Ale głównie dla poprawienia humoru. Choć gdy w piątek wróciłam do domu, to sama na siebie wyzywałam, że trzeba było rower do lasu wyciągnąć w poniedziałek, gdy po raz kolejny okazało się, że moje plany zostały rozłożone na łopatki.
Piątkowa wyprawa miała być zwykłą i szybką przejażdżką po Lasku Marcelińskim (red.przyp.w Poznaniu), ale gdy wjeżdżałam do lasku było trochę przed 17 i trafiłam na zachód słońca.
Po piątkowej jeździe oczywiście powstała chęć na więcej. I gdy wróciłam wczoraj z zajęć do domu i zobaczyłam, że słońce zaczyna zachodzić wskoczyłam na rower i udało się, trafiłam na niesamowite przedstawienie. W rolach głównych: słońce, jezioro Rusałka i las i śnieg. Teatr światła i cieni prezentuje:
i ja z moim żółtym rowerem
spektakl był niestety krótki, a gdy słońce zaszło za drzewami zrobiło się mroźno, tak jakby królowa lodu nakładała coraz zimniejsze warstwy powietrza.
u mnie na szczęście już nie ma sniegu i mam nadzieję, żę do grudnia go już nie zbaczę :) !
OdpowiedzUsuńwidze,że nie tylko ja śmigam zimą na rowerku:)
OdpowiedzUsuń