piątek, 13 grudnia 2013

zapomniany artysta Zbigniew Kaja - w Muzeum Narodowym w Poznaniu

postanowiłam, że co jakiś czas będę wrzucać na bloga informacje o wystawach i wydarzeniach wartych uwagi, oczywiście większość będzie z Poznania (bo tu mieszkam) 

Zaczynam, od wystawy, którą można oglądać w Muzeum Narodowym w Poznaniu  - poświęcona twórczości Zbigniewa Kai - malarz, grafik, scenograf. 

Artysta całym swoim życiem związany z Poznaniem stworzył tak wiele, a jednak zapomniany. Dorobek ogromny - plakaty, grafiki, obrazy, etykiety, ekslibrysy, scenografie, medale, neony, znaczki pocztowe. 


wystawę można oglądać do 26 stycznia. 




 i dodatkowa atrakcja wystawy pracownia przeniesiona z poznańskiego Łazarza do Muzeum Narodowego

wtorek, 3 grudnia 2013

dla uzależnionych od roweru

Wiem, że dla sporej części obywateli w Polsce i nie tylko jesień i zima, to sezon raczej nie rowerowy. Okres, w którym większość rowerów chowana jest do piwnic/garaży/komórek itp. I nikogo nie będę przekonywać czy namawiać by nie chował roweru, by jeździł całą jesień i zimę. Dla nie przygotowanego organizmu, taka jazda wcale łatwa nie będzie. Ale wiem, że są ludki, trochę takie jak ja, którzy są lekko uzależnieni od jazdy na rowerze, są bardziej zahartowane, dla których rower to nie tylko wycieczki (które też bardzo lubię) ale ulubiony środek transportu. Są też osoby z początkującym uzależnieniem, dla których ten zimny sezon jest pierwszy taki. I one często pytają jak się ubieram. Ale pytają też i takie, które już nie jeden sezon przejeździły.
Chętnie dowiem się też jakie wy macie sposoby na ubranie się by było ciepło i wygodnie. 

Oczywiście bielizna (tej wam nie pokarzę, ale u mnie sprawdza się bielizna "sportowa" bezszwowa, nie uciska i się nie suwa) spodnie, bluzka i tu zaczynam specjalne docieplanie golf i czapka - ja mam akurat ze sklepu dla koniarzy, komplet Polskiej firmy fair play , które polecam, bo są ciepłe a w składzie 40% wełny dzięki czemu nie drapią. 
                             
na golf zakładam bluzę/sweter najlepiej zapinany  
                             

następna kurtka i rękawiczki, kurtka nie jest szalenie gruba, ale dość luźna, że mogę się do ubrać, ma wysoki kołnierz, bez kaptura ( na rowerze kaptur raczej się nie przydaje bo ogranicza pole widzenia)
                              
gdy na dworze czyt. skoro świt jest jeszcze mrozik i powiewa lodowatym powietrzem na głowę zakładam cieplejszą czapkę i opatulam się grubszym kominem (wydziergany własnoręcznie) 
                                    
za nim wyruszę ręce i buzię (pod podkład) smaruję kremem na zimę (ja lubię te dla dzieci) 
                               
a na usta obowiązkowo !!! (już prędzej wyjdę bez rękawiczek, czy bez kremu na buzi niż bez posmarowanych ust, bez tego najbardziej bym cierpiała) pomadka ochronna i tu polecam  (nie tylko rowerowym maniakom) wypróbowana od kilku sezonów  Pomadka ochronna do ust FLOSLEK-u Winter Care (jedyne co mnie w niej denerwuje, to opakowanie jakieś takie delikatne i po jakimś czasie całe pęka, ale to opakowanie, bo jeśli chodzi o ochronę ust, to skutecznie je chroni, przed popękaniem, nawet jeśli trochę usta popękają, to z lekka je koi (na bardziej spierzchnięte usta polecam posmarować miodem i poczekać z 5 minut a jak się uda to ciut dłużej)
                             

p.s. zapomniałabym o stopach, które też trochę bardziej mogą zmarznąć, polecam w buty załadować dodatkowe wkładki - mnie na razie wystarczają polarowe, a na większe mrozy filcowe. 
p.s. oczywiście nie zapominam o odblaskach i dobrym oświetleniu roweru !!
p.s. warto też przed zimową jazdą oddać rower do przeglądu

poniedziałek, 2 grudnia 2013

grudniowy weekend

Początek grudnia, a pogoda prawie nas rozpieszcza ;) , no dobra nie ma +20 i błękitnego nieba, ale jak na ten miesiąc i porę roku, to mamy ciepło. W sobotę na termometrze całe 6 stopni w niedzielę prawie 10, do tego ani nie leje,śniegu brak, tylko czasem mocniej zawieje, pokropi i to wszystko. Tak więc, że sobota była piękna i pognaliśmy na rowery i powinna tu być foto jazdy z nad Rusałki do Strzeszynka, ale zbyt dużo nie będzie bo ciapa gapa zapomniała aparatu :/ 
jedyne zdjęcie z fona gdy nie dowierzałam, że tak pięknie, że tak spokojnie, a ja w plecaku prawie nic nie mam, bo zapomniałam zapakować też termosik i kanapki (nie pytajcie co w takim razie było w plecaku) 
jezioro i Rusałka i Stzreszynek piękne, ale trasa masakra, błoto, błoto z liśćmi. Ale rower mój spisał się dzielnie. Do tego co raz lepiej idzie mi używanie przerzutek (kiedyś posiadałam rower z przerzutkami, ale wtedy jakoś się nie interesowałam po co one w rowerze, a poprzedni rower był pozbawiony tego cudownego wynalazku) 
Plus tego, że dużo błota, to to, że na trasie było mało spacerowiczów chodzących środkiem ścieżek :) 

W niedzielę pogoda była trochę mniej sympatyczna bo mocniej wiało i czasem padał zimny deszcze, więc wybrałam się na zakupy, oczywiście rowerem. Po drodze natknęłam się na stare tramwaje na tyłach zajezdni. Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam nimi jeździć. A teraz one stoją jakby zapomniane i rdzewieją ;( 


a na koniec zdjęcie z dzisiejszego poranka, lekko przymroziło, kierowcy rano marznąć skrobali szyby, a ja oczywiście ciepło ubrana mknęłam na rowerze do pracy :D  


wtorek, 26 listopada 2013

jak dobrze rozpocząć dzień

Wczoraj dałam się namówić na pozostawienie roweru, bo zimno, bo ma śnieg padać. I co? I zimno było, śnieg nie padał, a ja zmarzłam czekając na tramwaj, potem w tramwaju prawie się ugotowałam i mimo, że wyszłam wcześniej, to ledwo zdążyłam do pracy, a z pracy wracałam i wracałam. 
Jak już dotarłam do domu, to postanowiłam nigdy więcej nie słuchać "dobrych" rad. Powyjmowałam więc ciepłe czapki, rajstopy, rękawiczki. Rano się opatuliłam i jazda :))) 
I dzisiaj cała szczęśliwa (endorfin-ki pracują) dotarłam na moich ukochanych dwóch kółkach do pracy w dodatku 10 minut przed czasem (wiem, miałam szczęście na światłach).  
Tak więc nie straszny mi mrozik, nigdy więcej tak szybko się nie dam wmanewrować w jazdę komunikacją miejską w Poznaniu. 
 

poniedziałek, 25 listopada 2013

zmiana planów

Witajcie po weekendzie, po którym powinnam wrzucić zdjęcia z wyprawy rowerowej nad jezioro, ale taka wyprawa się nie odbyła. Odbyła się za to wyprawa do okulisty. Uchu najwyższa pora była. Jeziora tak więc nie było, ale trasa do okulisty wiodła obok jednego z najpiękniejszych parków w Poznaniu - Park Sołacki
i w drodze powrotnej 

w drodze powrotnej zaczęło się ściemniać więc założyłam na siebie odblaskową kamizelkę (oczywiście przednia i tylna lampka włączona)

p.s. pamiętajcie by w jesienne szarugi być widocznym!!
p.s.2 mam nadzieję, że wyprawa nad jezioro odbędzie się w następną sobotę. 

wtorek, 19 listopada 2013

weekendowo

Nie wiem i chyba nie tylko ja mam tak, że ledwo przyjdzie piątek, jeszcze dobrze nie odeśpię tydzień, jeszcze nie nacieszę się weekendem, to nie wiedzieć jakim trafem jest już wtorek. 
Kocham weekendowe lenistwa, soboty po odrobieniu zaległych prac domowych, w końcu można wybrać się z kimś na spacer i oczywiście psię Mopsię zabrać na spacer. 


w niedzielę miałam pojechać tylko do marketu po listę do komputera, maskę do włosów i na chwilę do brata, ale jakoś tak wyszło, że trasa mi się trochę wydłużyła i przejechałam do lasu i nad jezioro Rusałka (w Poznaniu) kusiło mnie by ruszyć jeszcze dalej do Strzeszynka, ale jednak odpuściłam bo jednak nie byłam ubrana do dłuższej jazdy.
I jak co roku magiczny listopad czaruje. Może i dni zrobiły się krótkie, zrobiło się zimno. Ale przyroda nadal zachwyca i wygląda jakby bawił się nią szalony artysta. Pomazał kolorem, rozsypał liści, przyciemnił, a czasem rozjaśnił. 





p.s. już wiem, że w sobotę będzie dłuższa jazda 

czwartek, 31 października 2013

rower w serwisie i poszukiwanie kasku

wczoraj rower pojechał na totalny przegląd 
trochę szkoda, że po drodze do pana od rowerów nie miałam za bardzo czasu na zboczenie z trasy, ale, ale już wiem, że znalazłam miejsce gdzie na pewno wrócę.  
Ba! cały czas już snuję plany gdzie się wybiorę na wycieczkę :D i ewentualnie z kim ;) Na pewno trzeba bardziej przyjrzeć się rejonom nad rzeką Wartą. 
Niech no tylko dobiorę mój rower i kask zakupię.
Nawet nie wiedziałam, że wybór kasku nie jest taki łatwy i niestety trzeba przygotować się na większy wydatek niż przewidywałam. Bo jak się wczoraj okazało tańsze kaski (w przedziale od 100 zł do 150 zł) nie leżą dobrze na mojej głowie. I druga sprawa wczoraj te kaski, które przymierzałam i jakoś leżały mi na głowie były w ciemnych kolorach. A wydaje mi się, że lepsze są w jasnych lub jaskrawych kolorach. Tak więc mam tydzień na znalezienie kasku.  

w drodze do pana od rowerów:


poniedziałek, 28 października 2013

kto w dołki wpada ten kask na głowę zakłada

Na zdjęcia z wypraw musicie niestety jeszcze poczekać, mój rowerowy dyniowóz wjechał ostatnio do dołka i za nim wyruszę na dłuższą trasę muszę oddać go do przeglądu by rowerowy znawca sprawdził czy niczego nie uszkodziłam. Przy okazji zaliczenia dołka wiem już, że muszę zaopatrzyć się w kask!! Mam ogromne szczęście, że skończyło się na zdartym łokciu i poobijaniu.   
Jak mówią jak z konia nie spadniesz, to jeździć się nie nauczysz. To jest moja druga lekcja pokory, pierwszą zaliczyłam zimą w zaspie - teraz już wiem omijać hałdy śniegu i większe skupiska liści ;) 

ale za to mam kolejny wschód słońca w Poznaniu
jesiennego psa mopsa 




środa, 23 października 2013

gdy wstaje nowy dzień

skoro lubicie wschody słońca to dorzucam Wam coś jeszcze
trochę przed wschodem
wczoraj

i dzisiaj

i trochę słońca

z dobrych wieści, mam rower! oj będę was tutaj zamęczać zdjęciami z tras ;)  muszę go tylko odświeżyć i będę śmigać :)

poniedziałek, 21 października 2013

jesień w moim mieście

kto rano wstaje i rowerem jedzie do pracy, ten wschody słońca obejrzeć może

wybaczcie mi za ciszę na blogu.
trochę zaniedbałam wiem.
ale jestem :)
już za niedługo już za momencik z rowerowych tras/wypraw zdjęciami zamęczać was będę
dzisiaj przesyłam wam trochę jesieni w mieście Poznaniu


czwartek, 12 września 2013

moje Wielkopolskie wakacje

Hej wróciłam :) 
Wróciłam z wakacji, które spędziłam w Wielkopolsce. 

Wakacje miały być leniwe, miałam siedzieć w Puszczy Drawskiej i chadzać albo rowerować po lasach, ale jakoś tak wyszło, że w Puszczy spędziłam zaledwie jeden dzień. 
Bo zapadła decyzja, że się pakujemy i jedziemy dalej, więc były Wielkopolskie Rewolucje i Stacja Szamocin, Szamocin, Zakrzewo i wieś Kujanki 
To było 5 cudownych kolorowych, inspirujących, magicznych, zwariowanych dni. Kolejny raz cieszę się, że moje wakacje wypadły we wrześniu, trafiłam na cudownie słoneczne dni (i zimne noce), z przyczepą mogliśmy rozbić się praktycznie wszędzie, bez tłumu wakacyjnego ludu, bez much, bez smrodu nie mytych ludzi. Za to z pustymi polami namiotowymi (mogliśmy wywalić się z całym majdanem na środek ;).
Dzięki temu wyjazdowi już wiemy, że auto+przyczepa = jazda i spanie gdzie się chce, a do tego rower i jazda tam gdzie autem już jest nie możliwa (po jakich ja chaszczach jeżdziłam ;) ile zakątów, ile ukrytych kapliczek, ile widoków, to moje, bo czasem bateria w aparacie wysiadała (tak więc część widoków tylko i wyłącznie dla mnie).

Wracając do domu, w pociągu dopadł mnie smutek, że już po, że koniec kolorowych dni. Ale, ale w domu czekoło na mnie moje szczęście na 4 łapkach. Jakże inne są powroty do domu w którym na człowieka czeka pies.  






 psia Mopsia wpycha się na kolana i domaga się uwagi.

p.s. w planach kolejna jazda po Wielkopolsce a dokładniej w tereny doliny Noteci - kto był i widział, ten pewnie wie o co chodzi
p.s. przepraszam za możliwe błędy orto i nie tylko nadal nie mam mojego komputera, a komputer brata ma wgrany słownik ale angielski :]  a ja dyslekt i mimo, że się staram czytam po 10 razy co piszę, to mogę coś pominąć.